Kiedy wylądowałam w Sydney po 24 godzinach lotu, myślałam, że jestem przygotowana na wszystko. Przeczytałam setki blogów, obejrzałam dziesiątki filmów, miałam listę z rzeczami do zabrania i miejscami do zobaczenia. Ale Australia – jak to Australia – miała dla mnie kilka niespodzianek, o których NIKT głośno nie mówi.
Oto 5 rzeczy, które totalnie mnie zaskoczyły (i które chciałabym wiedzieć wcześniej):
Tak, wiedziałam, że Australia jest droga. Ale jedno to wiedzieć, a drugie to stać przy ladzie w kawiarni i płacić 7 dolarów australijskich za cappuccino (czyli około 20 zł). I to nie jest fancy kawa w centrum Sydney – to zwykła kawa w zwykłej dzielnicy.
Tosty z avocado? 22 AUD (około 60 zł). Parking na godzinę? 15 AUD. Bilet do kina? 25 AUD. I nie, to nie są ceny w turystycznych miejscach – to jest normalność. Australijczycy zarabiają więcej, więc dla nich to nie szok, ale dla Polaków z polskimi zarobkami i oszczędnościami? To jest jazda bez trzymanki.
Patrzyłam na mapę i myślałam: "Ok, z Sydney do Byron Bay to jakieś 700 km, to zrobimy w jeden dzień, luz." Luz? HA! 700 kilometrów w Australii to nie to samo, co w Polsce. To jest około 9-10 godzin jazdy, z przerwami.
A co gorsza – nie możesz po prostu jechać non-stop. Drogi są monotonne, widzisz godzinami to samo (drzewa, pola, jeszcze więcej drzew), brak stacji benzynowych na setki kilometrów, a zmęczenie przychodzi szybciej niż myślisz.
Moja rada? Planuj maksymalnie 4-5 godzin jazdy dziennie. Inaczej zamiast odkrywać piękne miejsca, będziesz tylko przeżywać auto.
Australia ma najwyższy wskaźnik zachorowań na raka skóry na świecie. I po dwóch dniach tam zrozumiałam dlaczego. Słońce w Australii to nie jest europejskie słoneczko, które możesz sobie ignorować przez godzinę czy dwie.
To jest agresywne, intensywne UV, które przeszywa cię na wylot w 15 minut. Serio. Raz zapomniałam posmarować się kremem z filtrem przed wyjściem na plażę na pół godziny – i skończyło się oparzeniem pierwszego stopnia.
Co zabrać ze sobą: Krem z filtrem 50+ (i smaruj się CO 2 GODZINY), kapelusz z szerokim rondem i okulary przeciwsłoneczne. To nie jest fanaberia – to przetrwanie.
Koale na drzewach? Tak, urocze. Kangury skaczące po polu? Niesamowite. Ale to nie koniec australijskiej fauny. W Australii żyje też armia stworzeń, które wolałabyś nie spotykać.
Pierwsze spotkanie z pająkiem wielkości mojej dłoni w łazience hostelu w Brisbane? Traumatyczne. A wiesz co jest gorsze? To był „normalny" pająk. Miejscowi nawet nie mrugali okiem. „A, to tylko huntsman, nie gryzie" – powiedzieli. Jasne, ale ja i tak spałam tej nocy z jednym okiem otwartym.
I to nie tylko pająki. Węże na ścieżkach trekkingowych, wielkie nietoperze latające nocą w miastach, meduzy box jellyfish (śmiertelnie niebezpieczne!) na plażach w Queensland...
Lekcja? Sprawdzaj buty przed założeniem, nie chodź po buszu w ciemności i ZAWSZE pytaj lokalnych, czy w danym miejscu można bezpiecznie pływać.
W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do szybkiego tempa, konkretnych odpowiedzi i profesjonalnej obsługi. W Australii? Wszystko działa inaczej.
Kelner w restauracji może usiąść przy twoim stoliku i zacząć z tobą pogawędkę. Obsługa w sklepie powie ci, że „nie wie, sprawdzi za chwilę" – i naprawdę zniknie na 10 minut. Ludzie spotykają się „około 15:00", co oznacza, że może być 15:30, a może 16:00.
Na początku to frustrujące, szczególnie kiedy masz plan i chcesz go zrealizować. Ale po tygodniu... zaczynasz to rozumieć. Australijczycy nie stresują się. Nie gonią. Żyją w „no worries, mate" trybie 24/7.
I szczerze? To jest coś, czego moglibyśmy się od nich nauczyć. Czasem lepiej zwolnić, pogadać z kimś przy kawie (nawet jeśli kosztuje 7 dolarów) i po prostu... cieszyć się chwilą.
"Australia nie jest krajem, który zwiedzasz z checklistą. To miejsce, które trzeba poczuć, zrozumieć i zaakceptować – z jego cenami, odległościami, pająkami i całym tym cudownym chaosem."
Czy te szoki sprawiły, że żałuję podróży? Absolutnie nie. Australia to jeden z najbardziej niesamowitych krajów, w których byłam. Ale lepiej wiedzieć, na co się piszesz, niż potem stać zszokowaną przy cenniku w supermarkecie.
W moim ebooku piszę o wszystkich tych rzeczach szczegółowo – od budżetu, przez bezpieczeństwo, aż po to, jak radzić sobie z odległościami i planować trasę tak, żeby nie zwariować.
Bo Australia jest piękna. Ale żeby ją naprawdę docenić, trzeba być przygotowanym. I to jest właśnie moja misja – przygotować Cię na tę przygodę tak, żebyś mógł ją przeżyć w pełni, bez niepotrzebnych niespodzianek.
🎒 Chcesz dowiedzieć się więcej? W moim ebooku znajdziesz szczegółowe porady, gotowe trasy, budżet na każdy dzień i wszystko, czego potrzebujesz, żeby Twoja podróż do Australii była niezapomniana – w dobrym tego słowa znaczeniu!